Zaznacz stronę

NOBODY

człowiek przebrany za fotografa

Kobieta-Ikar

Kobieta-Ikar leci dłużej,
bo jest lżejsza.
Powietrze ją unosi i wiatr ją chwyta pod ramię.
Wzlatuje bez nadziei, uśmiechnięta jak gejsza-
po czym spada tak ciężko
jak kamień.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Wiosna

Nie za szybko, kroki drobiąc
Idzie wiosna, idzie nam…

Modlitwa

Ty który śmieszne kawki
nauczyłeś latać
Ty który jesteś z tego
i nie z tego świata
Uchowaj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który stworzyłeś
jaśminu gałązkę
Ty który orzech włoski
zawiązujesz w piąstkę
Zachowaj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który ciepłym słońcem
napełniasz mieszkania
Ty który dałeś nam
trudne przykazania
Uratuj dzisiaj od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który kaczeńce
wymyśliłeś dla nas
A żaby nauczyłeś
nocnego kumkania
Odwróć dziś — proszę — od nienawiści
Moje serce moje oczy moje myśli

Ty który do morza
prowadzisz swe rzeki
Ty który zmęczonym
zamykasz powieki
Nachyl dziś — proszę — w stronę miłości
Moje serce moje myśli moje oczy

Myszkowski

Have Yourself a Merry Little Christmas

Have yourself a merry little Christmas
Let your heart be light
From now on our troubles will be out of sight

Have yourself a merry little Christmas
Make the Yule-tide gay
From now on our troubles will be miles away

Here we are as in olden days
Happy golden days of yore
Faithful friends who are dear to us
Gather near to us once more

Through the years we all will be together
If the Fates allow
Hang a shining star upon the highest bough
Have yourself a merry little Christmas now

Through the years we all will be together
If the Fates allow
Hang a shining star upon the highest bough
Have yourself a merry little Christmas now

Nocna piosenka o mieście

W mieście jak ryby tramwaje
A miasto jak studnia bez dna
A niebo jak żuraw, a niebo jak żuraw
Schyla się nocą i świtem i powstaje
Nad rybną studnią bez dna

Zaułków lipcem sparzonych
Wyciszyć nie może zmrok
Zasiedli na ławkach, zasiedli na ławkach
Ludzie co twarze dniem umęczone
Pod lipiec kładą i zmrok

Nie śpię bo spotkać chcę w mieście
Tę ciszę co gęsta jak noc
Rozmawiać z krokami, swoimi krokami
I oto idę miastu na przeciw
Choć wokół cisza i noc

Czekam aż neon przytłumi
Rozmytą latarnię dnia
Odnajdą się cienie, odnajdą się cienie
I ludźmi ulice zatłumią
Czekam na przyjście dnia
Czekam na przyjście dnia

Julek said

Zawsze, gdy na mnie spojrzysz,
Wiedz: Że jestem smutny nie dlatego
(Dlaczegokolwiek, O czym pomyśleć możesz),
Ale dla czegoś innego, Dalekiego
Czym ty się nigdy nie trwożysz.

Umrę ci kiedyś.
Oczy mi zamkniesz.
I wtedy – swoje Smutne, zdziwione,
Bardzo otworzysz.

Fire

Desolation comes upon the sky…

Drzewo poznania dobra i zła

A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił.
Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące
oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.

Big blue

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok – tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

Stójmy! – jak cicho! – słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,
Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.

W takiej ciszy – tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. – Jedźmy, nikt nie woła.

Point and shoot

 
… czyli jedno klatkowa historia o tym, że fotografia to nic trudnego,
wystarczy być we właściwym miejscu (niestety zazwyczaj daleko od domu)
o właściwej porze (niestety zazwyczaj nieludzkiej typu 5:00 max)
z naładowanymi bateriami (niestety zazwyczaj musza się one znajdować w ciężkim korpusie przyczepionym do równie ciężkiego szkła)

Wyceluj i strzelaj!

Slow flow

 
A long time a go… far, far away…

Mironczarnia

 
męczy się człowiek Miron męczy
znów jest zeń słów niepotraf
niepewny cozrobień
yeń

1.2.3.4.5.

Modelka ma tylko jedno miejsce. Ja szukam swojego, Nie mogę go znaleźć; chcę być gdzie indziej, ale kontynuuję… Skupiam się na kształtach; łuk szyi, fałda sukni, gest dłoni, ruch bioder. Modelka porusza się powoli, sugeruje, próbuje zrozumieć to, czego ja nie potrafię wyjaśnić, próbuje grać rolę, za która ja nie nadążam. Słyszę samą siebie: “Nie… nie rób nic…” Więc ona czeka ponownie, patrzy się na mnie, widzi moją panikę, czuję, że ją zawodzę. Czuję się winna; naciskam spust migawki, mówię, że jest wspaniale. Udaję raz, dwa, trzydzieści sześć razy…. Z nadzieja zaczynam ponownie. Czas biegnie, światło przygasa, tracę pewność siebie. Nie chcę być więcej fotografem, ale wciąż próbuję…. Wtedy, zupełnie nagle, ale nie zawsze, coś się zmienia, nie potrafię powiedzieć dlaczego, może jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie, a może tylko wierzę w to? Czasem, przez ułamek sekundy, widzę przebłysk piękna, a może to tylko różnica, lub zaskoczenie…? Nieistotne, wszystko dzieje się tak szybko (…) i w końcu lubię to co widzę i nie mogę przestać tego szukać, potem tracić, i tak próbuję przez cały dzień, tylko dla tego, że była taka chwila, w której istniało.

 

Sara Moon z albumu 1.2.3.4.5.

 

Auto mode [ON]

 
Wszystko płynie…
 

– tylko czemu z prądem, jak śmieci?
– czemu wszystko „dzieję się” po najmniejszej linii oporu? „dzieje się” bo przecież tak idiotycznie zaplanować tego chyba nikt nie mógł?
– mógł?

I tak cały czas, na zielonym programie… z rozbrajającym uśmiechem niewiedzy, której nikt się już dziś nie wstydzi.

Auto mode [OFF]
– FUCK OFF!

Pseudo aurora

 
– Nie ma to jak długi spacer przed snem…
  pod górę… w nocy… przy minus 30… co mnie qrwa podkusiło??? – Mamrotał do siebie Człowiek przebrany za fotografa przekrzykując w myślach audiobooka, który jakoś nie wchodził… Mokro na plecach, z nosa już nie ma nawet co cieknąć, a palce choć w rękawiczkach dziękują Manfrotto za pianki wokół metalowych nóżek.
– Jasna dupa! I żeby jeszcze było co focić, a tu tylko dwa odcienie śniegu, biały i czarny + czarny las i minimalnie jaśniejsze niebo – pięknie qrwa, pięknie… Trudno, jak już tu jestem, trzeba coś podziałać!

 
[ kilka qrw później ]

 
– qrwa, nie wieżę 4 strzały na full naładowanej baterii?
Gdy to samo wydarzyło się na 2 następnych, reszta z bólem powędrowała pod t-shirt.
– Oooo fuck! Ostatni qrwa raz! OSTATNI!!!
 

Pomorski klimat

W samym środku sesji nowe body posypało errorami, na szczęście obok było stare, które miało być w razie awarii zastąpione właśnie tym nowym.
– A teraz jeszcze to – żachną się Człowiek przebrany za fotografa gdy autobus w którym siedział delektując się początkiem dwunastogodzinnej podroży wśród rozwrzeszczanych emerytów, po raz kolejny z rzędu zakaszlał i zgasł.

Zabrzęczał telefon, szybki look na dziewięciocyfrowy numer:

      To ten pomorski klimat.
      Zabójczy.

 

Coś się kończy, coś się zaczyna

– Tak, tak, czytam Sapkowskiego i co? – zaperzył się Człowiek przebrany za fotografa
– a właściwie to słucham, i co?

lepsze to niż gadanie do siebie, nie?
 

Pocztówka z wakacji

– Żyję, żyję… ale co to za życie? – Westchnął człowiek przebrany za fotografa – Kiedyś to się żyło! Nie to co teraz… Spojrzał w lewo, spojrzał w prawo, gdyby palił mógłby się przynajmniej zaciągnąć niedwuznacznie jakimś gitanesem, a tak… Kiedyś to się żyło…

Wiatr w oczy

Człowiek przebrany za fotografa, z czasów dzieciństwa, zapamiętał wiatr jako wyzwanie z którym zawsze gotów był się zmierzyć. O dziwo zawsze jakoś się udawało…
Minęło trochę czasu i wszyscy zgodnie twierdzą, że już nie jest tak łatwo. Albo te dzisiejsze wiatry jakieś inne, albo po prostu nie ma już w nas tej pierwotnej, infantylnej woli walki.
 

Tuwim ostentacyjnie wystawiający dziś do całowania DUPĘ kiedyś napisał „Dwa wiatry”

Jeden wiatr — w polu wiał,
Drugi wiatr — w sadzie grał:
Cichuteńko, leciuteńko,
Liście pieścił i szeleścił,
Mdlał…

Jeden wiatr — pędziwiatr!
Fiknął kozła, plackiem spadł,
Skoczył, zawiał, zaszybował,
Świdrem w górę zakołował
I przewrócił się, i wpadł
Na szumiący senny sad,
Gdzie cichutko i leciutko
Liście pieścił i szeleścił
Drugi wiatr…
Sfrunął śniegiem z wiśni kwiat,
Parsknął śmiechem cały sad,
Wziął wiatr brata za kamrata,
Teraz z nim po polu lata,
Gonią obaj chmury, ptaki,
Mkną, wplątują się w wiatraki,
Głupkowate mylą śmigi,
W prawo, w lewo, świst, podrygi,
Dmą płucami ile sił,
Łobuzują, pal je licho!…

A w sadzie cicho, cicho…

All you need

– Polecamy Tort na Walentynki!
– Nie, dziękuję!
– Na pewno?

Na kilkanaście osób w kolejce nie znalazł się nikt zakochany, przynajmniej gastronomicznie. Większość petentów, podobnie jak Człowiek przebrany za fotografa zadowoliła się bułkami i chlebem, oprócz faceta z pederastką, który zamówił: NA MIEJSCU! ekspreso i ciastko… to brązowe! – albo nie! – to czerwone! – DUŻE!

Wojciech B. napisał kiedyś w temacie: […] ponad czasem żyją, sami w wirze zdarzeń… Zakochani.
 

Jesień

Bynajmniej nie średniowiecza, choć słuchając publicznych wystąpień co po niektórych mogło by się tak wydawać. Także nie życia, mimo iż powolna metamorfoza codziennej aktywności Człowieka przebranego za fotografa przechodzi nieubłaganie w tryb „STAND BY”.

JESIEŃ jako pora roku, najchętniej złota, niekoniecznie polska – to jest prawdziwa pora roku – prawie autorytatywnie wygłosił Człowiek przebrany za fotografa do ekranu swojego laptopa . Nie jest za zimno a już z głowy są letnie upały, światła jest w sam raz i jakościowo jest prawie tip-top. Bonusowo dzień kończy się „prawdziwym zachodem” w dodatku na tyle wcześnie by coś przed nocą zdążyć ze sobą zrobić.

– A najlepsze… najlepsze jest to, że whiskey i jazz pasują wtedy do wszystkiego i o każdej potrze…

– Idzie luty – podkuj buty. – FUCK!
 

R.I.P.

Wisława Szymborska | Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci.

Kwiaty zła

Charles Baudelaire | WRÓG

Młodość ma przepłynęła jedną chmurną burzą,
W którą tylko niekiedy promień serca padł,
Sad mój deszcze zalały olbrzymią kałużą,
Więc w owoc rzadki tylko przemienił się kwiat.

Dziś na progu jesieni, sercem już niemłody,
Z łopatą się do pracy ciężkiej muszę brać,
Aby doły wyrównać wyrwane przez wody,
Doły jak grób głębokie, gdzie mi przyjdzie spać.

Lecz wątpię, czy mym nowym, wymarzonym kwiatom
Pustka ma będzie dosyć w o pokarm bogatą,
Który siłę mistyczną w ich kielichy tchnie.

O rozpaczy, rozpaczy, czas pożera życie,
A wróg mroczny, co serca nasze chciwie ssie,
Krwią, którą my broczymy, tuczy się obficie.
 

Lech, Czech i Rus

Twardowski pisał, że gdy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno… – Problem w tym, ze najwyraźniej na 8 pietrze – skwitował krótko Człowiek przebrany za fotografa.
 

– Co jest z tym krajem, że od lat brnie w gównie, którego poziom zamiast opadać permanentnie się podnosi? Woda nie taka, powietrze, ludzie? „Naród” budzi się w prawdzie co jakiś czas z ręką w nocniku ale na szumie medialnym zazwyczaj się kończy. Nieliczne pospolite ruszenia, na które władza z politowaniem patrzy z góry znikają jeszcze szybciej niż się pojawiły wyparte przez wygodne tematy zastępcze. I tak w koło Macieju…
 
Emerytury nie dość, że dla naszego pokolenia „wirtualne” to jeszcze od 67 roku życia, podniesiony ZUS i VAT, paliwo po 6 zł za litr a na deser ACTA… Róbmy swoje… a garb nam sam wyrośnie!
 

Ecce homo

Miało być o kondycji współczesnego człowieka, ale po takim wywodzie z ust Człowieka przebranego za fotografa w najlepszym wypadku trzeba by się nawalić i dłuuuugo nie trzeźwieć. Będzie zatem coś innego, równie egzystencjalnego ale z humorem… o tym jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
 

Przychodzi baba do lekarza z żabą na głwowie. 

  Skonsternowany lekarz pyta: – Co Pani jest? 

  Na co żaba odpowiada: – Aaa, coś mi się do dupy przykleiło!


 

Zima, zima, zima…

… pada, pada śnieg.
 
Wprawdzie bardziej pasowała by tu zadymka na plantach ala „A Whiter Shade of Pale” ale trudno. Niestety a może własnie stety Człowiek przebrany za fotografa ostatnio miał w ręce aparat jak mu prawie wypadł z szafy na glebę :( Nie ma czasu, nie ma nastroju, nie ma nic… zupełnie jak onegdaj w Białymstoku za czasów Kononowicza.
 

Gdzie kucharek sześć

tam 12 cycków…
 

Rzadko zdarzają mu się takie błyskotliwe refleksje po przebudzeniu. - W tym musi być dużo Freuda...
– pomyślał Człowiek przebrany za fotografa i natychmiast, cytując któreś z kabaretowych wystąpień Friedmana dodał: - choć mi to wiele frajdy nie sprawia.
 
Podobno w każdym człowieku siedzi ich co najmniej kilka – w sensie – kucharek. Daj Boże w miarę zgodnych, niesty często Boże nie daje i powstaje PAT! Zamiast iść do przodu lub przynajmiej w skos czy bok Człowiek przebrany za fotografa kręci się, jak nie przymierzając, przysłowie gówno w przeręblu.

Guten Tag

Komu guten temu guten Mr.Chan – z przekąsem odpowiedział sam sobie Człowiek przebrany za fotografa, kasując kolejna porcję chińskiego spamu z Outlooka. Całe 2 dni zajęła mu rewitalizacja systemowej partycji na laptopie, jeszcze parę godzin i wszystko będzie jak dawniej…
 
wdech, wydech, wdech, wydech…
 

Gniot

In vino veritas, in aqua sanitas! – nienaturalnie wyraźnie wyartykułował Człowiek przebrany za fotografa podkręcając volume wzmacniacza…

Tanio, szybko, dobrze

– wybierz jedno*
 
Dziś Człowiek przebrany za fotografa postanowił popełnić mentalne harakiri i w końcu dostosować się społeczne. I nie szło bynajmniej o podstawową komunikatywność nazywana przez niektórych dobrymi manierami, nic w ten deseń. Człowiek przebrany za fotografa zgodnie z tendencją rynkową mówiącą iż tańsze jest wrogiem dobrego postanowił zamienić siekierkę na kijek i unowocześnić ofertę.
 

Nigdy nie uważał się za specjalnie praworządnego, ale po kilu godzinach wytężonej pracy nabawił się jedynie zgagi po kawie a zamiast rytualnego samobójstwa kilku sznytów w dodatku mocno dyskusyjnego pochodzenia. „Nowa oferta” alias „Nie nasikał by na nią jakby się paliła” wylądowała w koszu a Człowiek przebrany za fotografa po raz N-ty wśród sromotnej mniejszości.
 
* Statystyczny przedstawiciel współczesnej populacji gatunku ludzkiego w 9 na 10 przypadków wybiera pierwsze.

Fuck off

Happy New Year! – przeczytał na wielkim bilbordzie Człowiek przebrany za fotografa i z namaszczeniem wdepnął w klocka posadzonego na krawędzi chodnika przy przejściu dla pieszych.
– Wcale nie dałbym sobie odciąć ręki, że to psi – przemycił pomiędzy niewybrednymi inwektywami. Na szczęście zestaw ratunkowy w postaci żywopłotu i sterty żwiru doraźnie zdał egzamin na tyle by ostentacyjnie nie klepało w tramwaju. Nie klepało, nie miało szans w towarzystwie dwóch meneli jadących najwyraźniej jak co roku do pralni…

Są takie dni w życiu człowieka, że nic tylko odpalić ciągnik – patrząc jak wszystko zostaje w tyle…

Idzie nowe

tylko coś dojść nie może. Media dały sobie na chwilę luz z propaganda kryzysu i zajęły się około sylwestrowym mydleniem oczu. Od lat bez telewizora Człowiek przebrany za fotografa programowo ignoruje globalne problemy społeczne od przeniesienia się Hanki z M jak Miłość na łono Abrahama po dotrzymanie jej towarzystwa przez Kim i 16 pierdylionów innych tematów zastępczych. – Dokąd ten świat zmierza i czy uda mu się przed końcem kalendarza Majów? – o tym w kolejnym odcinku…

Kraków

Człowiek przebrany za fotografa w zasadzie mógłby mieszkać gdziekolwiek, o ile w tym gdziekolwiek nie było by za zimno lub za gorąco oraz dało się w spożywczym dogadać po polsku. W Krakowie z polskim bywa różnie natomiast angielski znają wszyscy, albo ci co go znają głośniej się z tym obnoszą…
 

Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś, Nie miał w sobie takiej siły i
Może to ten deszcz, Może przez tą mgłę...

 

– Dramatyczny jest ten kawałek – mrukną w myślach Człowiek przebrany za fotografa, jeszcze ten półżywy Grechuta, wrrr… i pośpiesznie zamknął okno przeglądarki.

Krajobraz współczesny

Od kiedy skupił się na reportażu, Człowiek przebrany za fotografa nie fotografuje krajobrazu prawie wcale. – Kto ma dziś wolny czas i środki by włóczyć się bez celu po kraju?
 
Krajobraz współczesny: „Drzewa za oknem PKP IC” wydruk pigmentowy 1/10, sygnowany.

Piktorializm

Naciśniecie spustu było dla niego tylko pretekstem, szkicem wrażenia jakie rzeczywistość pozostawiła po sobie w pamięci. Człowiek przebrany za fotografa nigdy nie traktował fotografii jako celu, była tylko środkiem, estetyczną terapią przeciw bylejakości pożerającej wszystko kawałek po kawałku.

Panta rhei

Człowiek przebrany za fotografa nigdy nie miał aspiracji poszukiwania lepszego świata w miejscach gdzie go jeszcze nie było. Lubił powracać do miejsc, które znał czasem nawet lubił. Natura rzeczy i na to znalazła sposób, nawet nie musiała się specjalnie wysilać – Panta rhei – wystarczy stanąć w miejscu, chwila nieuwagi i nagle okazuje się że jesteśmy gdzie indziej.

Fire

Człowiek przebrany za fotografa rzadko reaguje, wręcz patologicznie nie cierpi wtrącać się w rzeczywistość. Obserwuje ją z daleka z odległości na tyle bezpiecznej by przypadkowo nie stać się jej choćby biernym uczestnikiem.

SSDD

Jak co dzień człowiek przebrany za fotografa pośpiesznie ubrał się i wyszedł z domu. Jak co dzień opróżnił z reklam skrzynkę na listy wybierając rachunki. – Same shit, different day – wymamrotał do siebie i ruszył niespiesznie w kierunku przystanku szukając wokół pretekstu do wrzucenia choćby trzeciego biegu.
 
Jak co dzień – nie znalazł.

8 + 5 =